Kierunek – jak najdalej na Wschód, cz. 2 -Bug już cały nasz ;-)

A w Drohiczynie było chłodno, za to chmury szalały na rozdętym od błękitu niebie. Podniebna flota nie pozwalała oderwać od siebie oczu. Konkurował z nią tylko szeroki, dostojny łukowaty Bug, opasający drohiczyńską Zamkową Górę. Senny Drohiczyn, niegdyś bardzo ważny, miasto królewskie Korony Królestwa Polskiego, historyczna stolica Podlasia. W XVII wieku były tu trzy kościoły, cerkwie unickie i prawosławne, cztery klasztory. Malowniczo położony nad dziką rzeką, był ważną przeprawą. Dziś stracił na znaczeniu, ale nie na urodzie. Nie ma zamku, jest zamkowa góra, skąd widać mazowieckie piaski. Widać też uroczy prom, którym można przeprawić się przez rzekę, poruszany za pomocą mięśni dwóch rzecznych piratów. Urodę miasta docenili filmowcy. Powstały tu zdjęcia do „Sanatorium pod klepsydrą”, „Panien z Wilka”, część zdjęć do „Nad Niemnem”, „Siostry Faustyny”, czy „Ojca Mateusza”. Bug był raz Niemnem, raz Wisłą…

Bug z drohiczyńskiej Góry Zamkowej, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020
Drohiczyn z rzeki, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020

Oczywiście, że przeprawiliśmy się przez Bug, przeciągani przez rzekę tam i z powrotem, smakowaliśmy urodę miasta z brzegów i ze środka rzeki. Warto, koniecznie, zajrzeć to Diecezjalnego Muzeum. Zapowiedzi skarbów tego niewielkiego, a zasobnego miejsca kuszą w wielu miejscach. Pod względem historycznym jest to najcenniejsza kolekcja w tej części Polski. Monstrancja z duszą, na przykład. Jak wygląda dusza? Chcemy wiedzieć, skuszono nas, poszliśmy. Muzeum mieści się w zabudowaniach dawnego klasztoru franciszkanów i ma się czym pochwalić. Ocalały tu pamiątki po zamożnych wielkich rodach związanych z Drohiczynem, Sapiehach, Radziwiłłach, Jabłonowskich. Darem jednego z nich jest potężna, przepiękna, ocalała przed łapczywą historią tych ziem monstrancja, inkrustowana złotem, wysadzana szlachetnymi kamieniami. Wraz z nią elegancki, wyściełany jedwabiem ze znakami herbowymi futerał. Znalazł tu także schronienie niewielki, skromy pozłacany kielich z miejscem na „dwie dusze” – takie jak niegdyś wkładano do żelazek – na rozżarzone węgielki. To te dwie ciepłe „dusze” powalały pokonać paraliżujące zimno mszalnego kielicha podnoszonego w okolicznościach katorgi na bezkresnej, bezdusznej, zamrożonej Syberii. Przechowała się tu wojenna monstrancja wykonana przez jeńców z fragmentów alianckiego samolotu – jak ona – niosąca nadzieję, więźniom stalagu. Pasy słuckie, które w okresie zaborów, po śmierci właściciela ziemskiego rodzina oddawała do kościoła, gdzie ten drogocenny pas tkanego na wschodnią modłę materiału wplatano w mszalne szaty. Te, w rozbiorowej rzeczywistości dawały wiernym otuchę, nadzieję i wzmacniały przynależność do ziemi, którą wraz z właścicielem pasa symbolizowały. Muzeum posiada największą na świecie kolekcję takich pasów.

Kielich na dwie dusze…, fot. Paweł Kubisztal, Drohiczyn 2020

Zniszczenia kolejnych wojen poobijały Drohiczyn, zniszczyły majestatyczne wnętrza świątyń, pozbawiły miasto potęgi i zapewne urody zamkowych murów. Snujemy się zatem leniwie jak wodu Bugu i jak one chcemy ruszać dalej. Drohiczyn zaprosił nas do spojrzenia tej części Podlasia w życiorys. Zapewne będzie pięknie.

Prywatne miasto Tęczyńskich, Radziwiłów, a potem Jabłonowskich miało w sobie całą podlaską mieszankę. Żydów, Polaków, Białorusinów, katolików, prawosławnych, kalwinów i ponownie Żydów, którzy czuli się „obywatelami” jednego kraju, choć deklarowali różną przynależność narodową. Całe Podlasie. Im głębiej w nie wkraczamy, tym mocniej będziemy tę różnorodność czuć i się nią zachwycać, a czasem tropić jej ślady. Siemiatycze słyną dwoma zagadkowymi, niepasującymi do reszty swojego świata sfinksami. Mają gigantyczną nową cerkiew, mają też i starą, pamiętającą dramat Bieżeństwa z 1915 roku i potężny, odnawiający się kompleks pomisjonarski. Odbudowaną synagogę. No i targ. Targ taki, że ho, ho, że kupisz wszystko. Od soczystego pomidora przez kaszmirowy kardigan, po super ostry nóż. Wszyscy wiedzą o tym targu i wszyscy z okolic, a przed wirusem, zza wschodniej granicy – z Białorusi – na nim, w czwartkowe poranki są lub byli. I trzy godziny na ten targ to jest za mało.

A co ze sfinksami? Czas, historia i różne władze obeszły się z nimi łaskawie. Może bały się klątwy, lub zagadki sfinksa? A tu nie trzeba być Edypem by się z nią zmierzyć. Sfinksy witały w II połowie XVIII wieku pałacowych gości księżnej Elżbiety Sapiehy z Jabłonowskich, właścicielki Siemiatycz. Tak naprawdę strzegły pałacowych skarbów – dziś powiedzielibyśmy muzealnej kolekcji, drogocennych zbiorów księżnej nazywanych Gabinetem Historii Naturalnej. Fascynacja księżnej niewzruszonymi obliczami sfinksów narodziła się podczas podróży do Egiptu. Zatem pomysł pochodzi spod Gizy. Kolekcja sfinksy i pałac kosztowały zapewne majątek, bo siedzibę księżnej zaraz po jej śmierci rodzina sprzedała za dług. Zbiory zaś zakupił car Rosji Aleksander II. Powstanie styczniowe dopełniło dzieła zniszczenia – pałac spłonął wraz z chroniącymi się w wnętrzach rannymi powstańcami. Czego zatem dziś pilnują siemiatyckie sfinksy? Praworządności i porządku w Siemiatyczach. Stoją przed bezstylowym klockiem – siedzibą Starostwa Powiatowego. Sny o potędze włodarzy tego miejsca nie pozwoliły sfinksom – symbolom faraońskiej potęgi – zniknąć z miasta. Wyglądają majestatycznie, same w sobie. W zderzeniu z budynkiem, klocem, powiatowością starostwa dają obraz groteskowy. Ot, cała zagadka podlaskich sfinksów.

Siemiatycki sfinks…, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020
Kompleks pomisjonarski w Siemiatyczach, czeka na lepsze dni, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020

Uciekamy z miasta i trafiamy pod najsłynniejszą podlaską „górę” – Grabarkę. Święte miejsce, serce prawosławia. Urocze, mistyczne, nieco na wyrost nazywane górą, znane od stuleci. Zasłynęło w 1710 r. uzdrowieniami z epidemii cholery, o której ustanie wznosili modły przerażeni mieszkańcy Podlasia. Objawienie ratunku stało się udziałem starca. Miały nim być cudowne wody źródełka, bijącego obok wzniesienia. Pielgrzymi podążyli za wskazaniem, obmywali ciała, pili wodę. Jak niesie wieść uzdrowionych zostało 10 tysięcy osób. Nie mogło być inaczej, powstała w tym miejscu cerkiew Przemienienia Pańskiego. Opiekują się nią, podobnie, jak całym wzgórzem, całym miejscem, tutejsze mniszki z zakonu św. Marii i Marty. Cerkiew zachwycała pielgrzymów do 1990 roku, kiedy to doszczętnie spłonęła. Odbudowano to niezwykłe, wyciszone miejsce. Ocalały, nietknięte pożarem tysiące krzyży, różnych wielkości, kształtów, kolorów. Pośród lasu, las krzyży, drewno z innego drewna, za każdym kryje się prośba, za wieloma dziękczynienia. Malownicza, tajemnicza mapa ludzkiej egzystencji.  Źródełko nadal wypuszcza wodę z równą siłą jak dawniej. Nie zdarza się chyba, aby nie było przy nim pielgrzymów, nabierających świętą wodę do wiader, baniaków, butelek. Niektórzy energicznie nacierają ciała, inni dyskretnie obmywają w pobliskim wywierzysku kolana, czoło, oczy. Błękitna obudowa uzdrawiającej wody pełna jest życzeń i pragnień. Ładnie tu i spokojnie.

Krzyże ze Świętej Góry Grabarki, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020
Święta Góra Grabarka, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020
Święte źródełko,przy świętej górze, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020

Tęsknimy jednak za Bugiem, a więc ruszamy w stronę Mielnika w stronę promowej przeprawy. W Mielniku rzeka prezentuje się wyjątkowo malowniczo, zwłaszcza w panoramie z tutejszej Góry Zamkowej. Zamku rzecz jasna nie ma, pozostały jedynie, tuż obok wzgórza niezwykle, romantyczne ruiny zamkowej kaplicy. Do takich obrazów przyzwyczajeni byliśmy na Dolnym Śląsku. Podlasie, jak widać, też takie miejsca ma. Bug jest tu dostojny, szeroki i pozwijany jak wężowy ślad. Oczarowani z zazdrością spoglądamy z zamkowego wzgórza na hasające po podzamkowej łące źrebaki i dzieciaki tuż obok grające w nogę. Boisko z widokiem na Bug. Jak się w takiej scenerii skupić na obronie gola?

Bug w Mielniku, stadion już jest pusty… fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020
Melnik, zamkowa kaplica, co to kiedyś tu była, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020
Sosna 120-letnia, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020

Wiemy, że w okolicy, przy drodze rośnie od 120 lat wyjątkowej urody sosna. Mijając rozległe, bezkresne, wielokolorowe łąki, trafiamy na jednoramienną, dorodną sosnę, z pniem oblizanym złotym językiem zachodzącego słońca. Złoto dookoła. Zalotnie migoce do nas woda – wiadomo to król Bug. Nie można pożegnać się z nim z lotu ptaka z zamkowej góry, trzeba blisko, prawie cmoknięciem. Tak więc na tej łące rozbryzganej kolorami wieczoru zastanie nas wieczór. Rybacy, zioła i my. Dookoła pachnie wiesiołkiem, dziewanną, dziką miętą, kocanką. W ubrania wczepia się niebieskawy mikołajek. Zaraz nadejdą powłóczyste welony wieczornych mgieł. Po co gdzieś się stąd ruszać?…

Kotwiczymy na dłużej, pachnie wszystkim pięknym…, fot. Paweł Kubisztal, lipiec 2020

2 thoughts on “Kierunek – jak najdalej na Wschód, cz. 2 -Bug już cały nasz ;-)”

  1. Jolanta Żbikowska

    Hej, czytam z ciekawością Waszą relację:) Miło zobaczyć znajome miejsca z innej perspektywy. W tym roku dwukrotnie byliśmy na Podlasiu i Suwalszczyźnie. W sierpniu naszą offroadową włóczęgę też zaczęliśmy w Zamościu i zakończyliśmy w Stankunach. Przeglądając Waszą relację i zdjęcia: czy wspomniany w opowieści Milicz nie zamienił się nazwami z Mielnikiem? Przeprawialiśmy się tam promem w czerwcu i sierpniu, urocze miejsce. Okolice wyglądają znajomo, jak w Mielniku:) Jeszcze z tarasu widokowego rzuciliśmy okiem na kopalnię kredy . Ach, jest co wspominać, a wszystko dzięki plandemii;) Sytuacja zatrzymała nasz zaplanowany wyjazd na Pribałtiki. Uściski, Jola Żbikowska

    1. Hej! Jak miło spotkać się choćby tak – czytając! Wielkie dzięki za dobre słowo, czujność! i Wasze wrażenia. Ech ten Mielnik, mieli wszystko, zawrót głowy z tym naszym Wschodem. Egzotyka pełna, jesteśmy zachwyceni. nie wszystko znalazło sie na blogu, bo jesszcze machnęliśmy kajaki na Czarbnej Hańczy, ale to niemal sacrum moje więc na razie nie ma tu o tym. Nasz Wschód cud miód ;-), Było wspaniale i pewnie jeszczo niejedno na ten temat tu będzie!, Zatem zdrowia, wielkie dzięki raz jeszcze, do przeczytania, a najlepiej do zoabceznia! 😉 Uściski!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.