Babia Góra z morza

Wielu ją kocha, wielu jest od niej uzależnionych. Wyrasta spośród innych charakterystycznym kształtem z zadziorną czuprynką Diablaka. Przyzwyczajona byłam do spojrzenia na nią od zielonych łąk, wzgórza gór. Tymczasem można na nią spojrzeć również od strony morza, ha! Tak, tak

Nie jestem od niej uzależniona, ale lubię, bo ma piętro tatrzańskie, bo kamieni ma w czubie wiele i wymaga od zdobywcy wysiłku. Można ją zdobywać na wiele sposobów, praktykowaliśmy różne. Tymczasem w związku z projekcikiem nazywanym „Koroną gór polskich”, który realizujemy razem z Pawłem i dzielnym Lampo, trzeba było ominąć Babiogórski Park Narodowy i zabrać się za zdobywanie z czworonożnym towarzyszem od strony słowackiej. I nie był to zły pomysł. Żółty szlak z Oravskiej Polhory ze schroniska Slana Voda jest niezbyt długi i przyjemny, a przede wszystkim wolny od psiego zakazu, stąd pies, pomimo tropikalnych temperatur, z przyjemnością i werwą wgryzł się w kamienisty stok Babiej.

W drodze, fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020
Edith i pół pies-półczłowiek na Babiej, fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020
Z Babiej, fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020
Lampo zdobywca, fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020
Edith, czerwiec 2020, fot. Paweł Kubisztal, Babia Góra

Straszyła nas raz po raz granatowymi kłębami, zawisłymi nad czupryną Diablaka, ale ufaliśmy, że to tylko nieco gorszy nastrój, a nie nadchodząca awantura. Tak też było. Wielką zaletą, była pustka na szlaku, kilkanaście osób podczas ponad trzygodzinnej trasy. U góry z oczywistych względów tłumy, które nadciągnęły od Krowiarek i charakterystyczne dla Babiej Góry wietrzność i względny chłód. No i widoki, panoramy, dla których warto wchodzić na Babią od wszystkich stron, wszystkimi ścieżkami, które nam ofiaruje. Do Slanej Vody można wrócić żółtym, albo nieco nadłożyć drogi i wykonać spartański trening zielonym szlakiem wymagającym, tak dla wchodzących, jaki i dla schodzących. Zielony biegnie po stronie polskiej przez Stańcową, aż do Lipnicy Wielkiej, ale my odbijamy przy polanie Pod Palkošom na szlak niebieski. Prowadzi nas lasem i gdzieniegdzie polanami z niezwykłymi widokami na Tatry, aż do żółtego szlaku przy zbiegu tras przy Gajówce Hviezdoslava (Hviezdoslavova Hajovňa), gdzie znajduje się muzeum poświęcone dwóm wybitnym słowackim literatom Pawłowi Orszag Hviezdoslavovi i Milo Urbanowi. Ten pierwszy – pisarz, i dramatopisarz często odwiedzał orawską bacówkę pod Babią Górą, ten drugi –  tłumacz, eseista, w tej samej góralskiej chatce spędził dzieciństwo, odcięty od cywilizacji.

Z góry, czerwiec 2020, fot. Paweł Kubisztal
Miododajna pozłota popołudnia, fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020
Takie widoki mieli słowaccy pisarze… fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020
fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020

Miodowe promienie popołudniowego lata wyzłacają każda trawkę i każdego robaczka. Późne popołudnie ma w swoim świetle tyle nastroju, czas zwalnia i rozciąga się jak u Dalego, Przygrywają mu cykady zielonych skrzypków. Zaraz, a gdzie to gdzie to morze?

No jest. Kilkanaście kilometrów dalej na południe w pobliskim Namestovie, położonym nad Morzem Orawskim. Tak nazywają Słowacy orawskie jezioro zaporowe powstałe w latach 1941-1954 w wyniku zatopienia kilku orawskich wiosek.  Podobnie jak w polskim Czorsztynie, czy w Dobczycach przyczyną powstania jeziora i zapory na nim były częste powodzie nawiedzające za przyczyną rzeki Orawicy, pobliskie tereny. Stąd decyzja o budowie tamy.

Portret Babiej z wyspą, fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020
Kościół na wyspie, fot. NoszkaPon, czerwiec 2020

Jedyną pozostałością po zatopionych pięciu osadach jest wysepka na jeziorze, będąca niegdyś szczytem wzniesienia w wiosce Slanica, która również znalazła się pod wodą. Wyspa, w wyniku działań artystycznych, stała się Wyspą Sztuki (Slanicky Ostrov Umenia). Centralnym jej punktem jest klasycystyczno-barokowy kościół, dziś zdesakralizowany, zamieniony na przyjemną galerię tradycyjnej sztuki ludowej z kolekcji Orawskiej Galerii. Można na nią popłynąć. Jak można, to, wiadomo, płyniemy. Niewielki stateczek, zabiera nas na wodę. Zajmujemy z Edytą miejsca z widokiem na koronę Tatr, na Babią, na wszystko  co piękne, na pełne żagle, które mijamy, na szuwary i cieszymy się pierwszymi przebłyskami wakacji. Dobijamy na wyspę. Pamiętam ten niewielki biały kościółek na wyspie z telewizyjnego programu kiedyś tam. Opowieść i krajobraz rozpaliły moją wyobraźnię na długo. Taka wysepka z takim kościółkiem, na środków wielkiej wody… Potem nawet podczas z jednej wypraw na Pilsko próbowaliśmy się przebić do Namestova, ale wtedy z polskiej strony nie jeździło nic, bo to nie były wakacje, tylko  czas pozabusowy i wyprawa się nie powiodła. Odbyliśmy jedynie nostalgiczną podróż na opustoszałe przejście graniczne, gdzie przywitały nas zmartwiałe od zastygłego pogranicznego podniecenia, wyblakłe od dawnej chwały budynki straży celnej. Jakież to umowne, te granice… No, a teraz, w dobie pojazdu się udało. I stały się i Babia i morze i stateczek i galeria…

A tam, to co?, czerwiec 2020, Namestovo, fot. Paweł Kubisztal
Morze Orawskie, fort. Paweł Kubisztal, czerwiec 20202

Wyspa. Wnętrze barokowego kościoła, zdesakralizowano i pozbawiono wszelkich śladów świątynnego wystroju. Ale dzięki prezentowanym tam tradycyjnym ludowym rzeźbom o tematyce sakralnej duch unosi się w powietrzu. Panuje atmosfera wyciszenia, której pomaga rozrzeźbione modlitewnie drewno, przyciszona, towarzysząca w tle chóralna muzyka, światło.  Krzywi Chrystusi i wielkogłowie Maryje, harnasie i piety z lipowego drewna to rozdziały tej zatopionej, orawskiej opowieści. Piękne są, prymitywne takie, że najpiękniejsze. Jak tutejsze góry, co nie zniknęły, bo harde i wysokie, jak Babia, która łypie z oddalenia i brzegi moczy w wodzie, jak to morze, co nie jest morzem, jak ta historia małych wiosek, która opowiadają fotografie, jak wycieczka i brzęczący świerszczami zachód słońca na orawskim bezdrożu. Na zewnątrz kościoła powstało lapidarium orawskiej sztuki kamiennej XVIII i XIX wieku, a w dawnej kaplicy grobowej niewielka ekspozycja opowiadająca o historii pięciu wiosek – tu są mapy i zdjęcia. W grobowcu o grobowcu postanowiono opowiadać. Masa wody zamknęła w sobie historie ludzi, którym zaglądamy na chwilę w życiorysy, w codzienność biało-czarną, zatrzymaną fotografią, Na płotach suszą się garnki, nie wiedząc, że za pół wieku wieczna woda zaleje i garnki i płoty, domy i łąki i kościoły. I pogrzebie wielowiekowy trud pól i łąk tych orawskich miejsc. Gdy zostaniesz w tym grobowcu, stojącym na innym grobowcu chwilę dłużej, niż tylko na wsunięcie głowy i zaglądniesz w okna tych zdjęć, to robi się smutno. Piękna sceneria wyspy niesie ciężar gatunkowy, tego co kryje otaczająca ją woda. Nie ma pewności istnienia w ludzkim świecie ulepszeń. Ta prowizoryczność galerii, ten grobowiec z pamięcią mieszczącą na kilku metrach kwadratowych, całe wieki i pokolenia, to żadna gwarancja trwałości. Łańcuch gór nie wypuści wody, a woda nie wypuści tego życia, które pożarła. Pozostaje radość z tego skrawka uroczej zieleni, ciszy i tajemnicy zniknięcia. Topograficzna wypukła mapa pozwala na chwilę dotknąć prawdy dna zbiornika. Za chwilę bosman gwizdkiem zawoła nas na statek, który popłynie nad dachami pięciu orawskich historii.

Wnętrze kościoła-galerii, fot. NoszkaPon, czerwiec 2020
Fot. NoszkaPon, czerwiec 2020, Ostrov Umena
Mapa orawskiej Atlantydy, czerwiec 2020, fot. NoszkaPon
Fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020

W Namestovie życie narasta na życiu, wesołe okrzyki kąpiących się, nie są słyszalne w wioskowych układach dna zalewu. A woda urodziła nowe miasto z nowym kościołem, domami, z zalewem i wsypą, na którą przypływają wycieczki. Lody, gofry i I love Namestovo nakładają kolor na tę szarość zdjęć wiosek, co to pod wodą, jak Atlantyda. Ile tych Atlantyd będę znajdować w ciągu NokszaPonowych wędrówek?  Les Trois Mousquetaires– Edith, Paweł i ja oraz dzielny d`Artagnian Lampo smakuje życie na namestovskich leżakach , delektując się wodą, słońcem i widokami.  

Babia Góra, fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020
First minute, wakacje na bali, … fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020
Trzej muszkieterowie i Lampo, czerwiec 2020, fort. Paweł Kubisztal

Naszą uwagę od pięciu orawskich Atlantyd odwracają Tatry. Śniegi i postrzępione granie, zębiska przygody. Będziemy ich szukać przez resztę dnia, ścigając się z krajobrazem, aż dopadniemy całości najpiękniejszej górskiej panoramy nad zagubionym stawkiem, gdzieś na drodze z Chochołowa. Babia będzie z drugiej strony. Nie zmiękczona wodami, z czubem tym razem bez everestowej grzywy. Ładna. To może następnym razem słońce wschodzące na górze?… Edith, mamy to w planach przecie?

W drodze, fot. NoszkaPon, czerwiec 2020
fot. Paweł Kubisztal, czerwiec 2020

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.