Najpiękniejszy grób świata – indyjski Taj Mahal

Nie pamiętam takiego 1-go listopada. Wiadomo, że nie pamiętam, bo takiego jeszcze nie było. 1 listopada bez możliwości odwiedzenia miejsc pamięci – cmentarzy. Miejsca zadumy, tęsknoty i wspomnień są odgrodzone od nas podwójnym murem. Tajemnicy śmierci i dodatkowo antywirusowym murem zakazu odwiedzin. Nie ma tysięcy świateł migoczących, jak przebłyski pamięci. Pomnikowe płaczki opłakują w samotności, kamienne anioły nie ożywają cieniami świec, nie słychać dokoła szeptanych wspomnień i opowieści, nie mijamy zadumanych twarzy. Żałuję. Przypomina mi się tyle pięknych nekropolii, które widzieliśmy. Włoskie gigantyczne, bezludne, pełne spektakularnej nagrobnej rzeźby, opowiadającej w kamieniu całe rodzinne sagi, skandynawskie – parki pamięci, zespolone z tętniącym życiem miastem, nekropolie wschodu , jak lasy kamienia czekające na otwarcie złotych wrót Mesjasza, cmentarze na wodzie, cmentarze – ogrody, cmentarze – pola pamięci, cmentarze – rzeki niosące prochy i ten, który ma ten jeden ten grób – dziedzictwo kulturowe ludzkości. Który zjawia się niespodziewanie we mgle poranka niczym ” Łza zastygła na policzku wieczności”…

Taj Mahal – mauzoleum żalu, najpiękniejszy grób na świecie, oszałamiająca architektura miłości, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019, Agra

Najpiękniejszy grób, największa miłość, najgłębszy ból, niepowetowana strata, zamknięte w jednej z najpiękniejszych, najbardziej zachwycających, najsłynniejszej budowli świata. Taj Mahal – Koronie Pałaców. Tak wiem, napisano o nim już wszystko, sfotografowano go na wszystkie możliwe sposoby, stał się już dawno jednym z najbardziej komercyjnych symboli Indii, nie ma przed nikim żadnych tajemnic. A jednak. Największą jego tajemnicą, jest to, że choćby nie wiem ile o nim przeczytać, zobaczyć zdjęć, filmów, usłyszeć audycji, to, gdy stoi się twarzą w twarz z tym ogromem kamienia, rozrzeźbionym niczym drogocenna szkatułka z kości słoniowej, emocje są niewyobrażalne. To zagadka dzisiejszego dnia – potęga pamięci, potęga miłości potęga tęsknoty. Sztuka tęsknoty, poszukiwanie tajemnicy, wieczności i niepojętości śmierci.

Taj Mahal, Agra, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019

Tak, wszystko tam jest. Mumtaz Mahal – „Wybranka Haremu”, której grób odwiedzamy, była trzecią, najukochańszą  żoną Szahdżahana – piątego władcy muzułmańskiego imperium w Indiach. Wybranka dumnego potomka dynastii Wielkich Mogołów, króla świata, umarła za wcześnie. Wieść niesie, że była niezwykła. Nieziemskiej urody, łagodna, ale odważna. Wieść niesie, że doradzała mężowi w sprawach państwowych i militarnych, wieść niesie, że będąc w kolejnej , zaawansowanej ciąży, pełna tęsknoty konno pędziła, aby zobaczyć ukochanego – wielkiego Szacha. Urodziła mu 14 dzieci, przy porodzie ostatniego umarła. Szach oszalał z tęsknoty, pościł przez tydzień, w ciągu jednej nocy osiwiał i na dwa długie, pełne żałoby lata skrył się przed światem. Do końca życia nie nosił biżuterii, ani wystawnych strojów. Chcąc wyrazić swą rozpacz, kazał wybudować dla ukochanej grobowiec, który zdołałby pomieścić jego miłość, rozpacz i niezgodę na stratę. Na miejsce budowy mauzoleum, którego przed śmiercią zapragnęła Mumtaz, wybrał Agrę – indyjskie miasto nad rzeką Jamuną, w której w 1628 roku wstąpił na tron.  Rozmiary i liczby żalu Szacha, są niepojęte. 20000 tysięcy artystów z całej Persji, Pakistanu i Indii, 1000 słoni pracowało przez 22 lata. Rzeźbiło w białym jak śnieg marmurze wersety Koranu, roślinne wici, wysadzało szlachetnymi kamieniami z całego świata ściany grobowca. Księżniczka spoczęła w złotej trumnie, którą Szahdżahan rozkazał obsypać perłami i diamentami. Grobowca dzień i noc pilnowało 2000 żołnierzy.

Kopuły i minarety oraz 75 metrów wysokości wydają unosić się w powietrzu, niczym drogocenny i kruchy klejnot w mgle poranka, którym wita nas Agra. Jestem niecierpliwa, chcę do tego cudu, do tej budowli poczętej z myśli tytanów, wykonanej przez jubilerów.

Klejnot Pałaców, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019

Mieszkamy w niewielkim i jak na indyjskie standardy całkiem przyjemnym hoteliku z widokiem na ten jeden z siedmiu cudów świata. Nad umorusanymi, pokrytymi liszajami brudu i biedy dachami domów-lepianek, pośród wrzasku i zręcznych skoków małp, nagle wyłania się świetlisty, niebiański miraż. Różowa mgiełka – nieziemskiej urody zjawisko, faluje i wprowadza roześmiany dotąd tłumek turystów z całego świata w osłupienie. Milkniemy. Niejeden tu, widział niejedno, ale tego co się właśnie ukazało w tej mgle świtu, nie widział dotąd nikt. Pędzimy na dół, chcemy być świadkami momentu, gdy bóstwo wstaje ze snu. Niestety ubiegł nas premier Norwegii, który wizytą i zamknięciem kompleksu, zabrał przybyłym pierwsze zachwyty, gdy wstające blaski muskają nieśmiało marmurową perłę. Nie szkodzi.

Miraż nad dachami Taj Mahal, styczeń 2019, fot. Paweł Kubisztal
fot. Paweł Kubisztal

Reszta dnia jest nasza. Gdy już udało się kupić najdroższe w Indiach bilety, niecierpliwie podnieceni, przesuwamy się w tłumie bajecznie kolorowych sari dalej i dalej, zmierzając do murów kompleksu. Mijamy pierwszy dziedziniec z ogrodem i stajemy przed Bramą Saraceńską, ozdobioną 22 kopułkami, upamiętniającymi 22 lata budowy. Maestria budowli, czerwień marmuru, bledną w porównaniu z tym, co wyłania się zza bramy. Wychodzi się na wprost, od razu twarzą w twarz. Architekt wiedział co robi, bo to pierwsze spotkanie zapiera dech w piersiach. Szczęśliwy ten, kto potrafi się ruszyć z miejsca. Długo stałam na niewielkim tarasie z widokiem na arcydzieło, do którego prowadzi lustrzany pas 300-metrowego kanału wodnego, który otaczają ogrody symbolizujące raj. Na olbrzymim tarasie stoi olbrzymia budowla. Tony marmuru, pełne wdzięku i lekkie jak piórko. Czy to ogrom budowli, czy jej porażające piękno, proporcje, czy to dlaczego i dla kogo została wzniesiona powoduje taką fale emocji? Niech to brzmi jak chce, płakałam jak dziecko, po prostu nie byłam w stawnie powstrzymać łez. Oczyszczała się głowa, oczy i dusza z indyjskiego brudu, biedy, wszelkich okropieństw, które ludzie zrobili tam sobie nawzajem. Oczyszczała się głowa widokiem czystego i porażającego piękna. Nadciągnęło katharsis i zostało ze mną do samego końca spotkania z „Koroną Pałaców”. Największym pragnieniem jest zabrać ze sobą choć cząstkę tego miejsca. Służą temu, znane z tysięcy zdjęć, punkty piękna, z których Taj Mahal daje się uwiecznić. A to fotografia przed kanałem, a to z tarasu. Ale najsłynniejsze z nich jest to, z ławeczką Księżnej Diany. Marmurowe cudeńko, na którym nieszczęśliwa w swym, już wtedy rozpadającym się małżeństwie, Księżna Spencer siedzi osamotniona, niekochana, na tle największego symbolu małżeńskiej miłości. Ironia tej słynnej fotografii, przepłynęła przez świat rzeką komentarzy i plotek. Tak więc słynna ławeczka, ze słynnego zdjęcia, to najbardziej pożądane miejsce do fotografii z mauzoleum w tle. Często wręcz niedostępne, zwłaszcza gdy wizytę nieszczęśliwie zaplanuje się w godzinach południowych i popołudniowych. Wstający o świcie, jak na załączonym obrazku, mogą na chwilę objąć ławkę Księżnej w posiadanie.

Razem z nami obok wejścia, czekały i one, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2020
Trudna uroda Indii, fot. NokszaPon styczeń 2020
Czekamy, ciągle czekamy… fot. NoszkaPon, styczeń 2020, Agra, Taj Mahal
Okazała brama, fot. NoszkaPon, styczeń 2018, Agra
Brama Saraceńska – wejście na teren mauzoleum, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019
Pierwsze wrażenie…, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019, Agra
Dopadliśmy ławeczki Księżnej Diany, fot. ktoś z tłumu, styczeń 2019, Agra
Samotna Księżna Diana przed symbolem utraconej miłości, źródło: Getty images

Zręczne i wrażliwe oko Pawła zaskoczyło urodę Taj Mahal, w niecodziennym ujęciu. Zdjęcie ujęło ogrom budowli i zarazem jej nieustające i wszechobecne piękno, wyłaniające się z każdego cala budowli, w każdym miejscu, z którego ją widać. Niemożliwe jest fizyczne sam na sam z tą budowlą. Mogą je mieć tylko najwięksi tego świata. Jak wielka jest siła tego miejsca, świadczą koronowane i wszelkie inne ważne i słynne głowy, które odwiedziły ten indyjsko-muzułmański cud architektury. Tłum nam jednak, szczególnie rano, nie przeszkadzał. Nie rozpraszały mojego zachwytu nawet kilkunastokrotne, zwyczajowe prośby indyjskich rodzin, o fotografię z nami, częściej nawet niż z tą fenomenalną budowlą.

Tu widać ogrom, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019, Agra
Nie złapiesz Taj Mahal na braku urody, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019, Agra
W welonach mgły, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019, Agra

Co kryje wnętrze? Dwa cenotafy – symboliczne sarkofagi (krypty grobowe są poniżej) dwojga bohaterów tej opowieści – księżniczki Mumtaz i Szacha. Ten Szacha jest większy i położony w dziwny, niesymetryczny, jak na to królestwo symetrii, sposób. Wszystko ma tu jednak przyczynę. Szach pragnął spocząć obok ukochanej żony, nakazał, aby po jego śmierci obok Taj Mahal wzniesiony został identyczny nagrobek z czarnego marmuru. Prośby ojca nie spełnił wyrodny syn – Aurangzeb, następca tronu. Uwięził Szahdżahana, w pobliskim forcie, skąd zrozpaczony władca spoglądał na budowlę swojego życia. Dopiero po śmierci okrutny syn, łaskawie umieścił ojca w krypcie tuż obok ukochanej żony. Na terenie mauzoleum pochowane zostały też dwie inne żony Szacha, znajduje się tu też meczet z czerwonego piaskowca, umiejscowione na zachodnim i wschodnim krańcu ogrodów.

Meczet w kompleksie Taj Mahal, fot. Paweł Kubiszta, Agra styczeń 2019

Twarz księżniczki Mumtaz i oblicze Szahdżahana prezentują miniatury w tutejszym niewielkim muzeum. Wizyta wewnątrz to dopełnienie opowieści i informacyjna kropka nad i. Z Taj Mahal trudno się rozstać. Światło dnia rzeźbi budowlę, a każda godzina nadaje jej inną barwę, inaczej rysuje cienie, wypłaszacza lub pogłębia rzeźbione w marmurze zdobienia. Z różowego poranka południe wyłania oślepiająco białą, rozdzierającą przestrzeń, eksplozję kamienia. Popołudniowe słońce kładzie na żałobną biel marmuru złoto zmęczonego upałem dnia, a jego koniec nadaje mauzoleum czerwień królewskiej purpury. Taj Mahal zamieszkał w naszej duszy. Pokonujemy pół miasta, prujemy rozgrzane powietrze pędzącym tuk, tukiem, aby spojrzeć na grobowiec od strony największego wroga budowli – od strony rzeki. Słyszeliśmy o tym widoku niesamowite opowieści. Negocjacje ze strażnikiem, kilka uprzejmych zdań, uśmiechy i grzeczne ukłonu pozwalają rzucić okiem na to piękno z innej strony. Widok zasłaniają nieco drzewa i oczywiście mur, który kryje budowlę jak tajemnicę, wszystko to, jednak nie odbiera mu urody. Nie mieści nam się w głowach, że był czas, kiedy Taj tak zobojętniał Hindusom, że postanowiono go rozebrać i sprzedać Londynowi. Kupiec jednak, szczęśliwie się nie znalazł. Niewiarygodnym jest to, że tak wyjątkowe miejsce padało wielokrotnie łupem rabusiów, wyłupywano szlachetne kamienie, marmurowe intarsje. Brytyjczycy niejedno mają na sumieniu… Niewyobrażalnym jest to, że ten najpiękniejszy na świecie grobowiec, był kiedyś nieomal czarny – usmolony wyziewami cywilizacji, obojętnej na trwałość pamięci. Hindusi obudzili się w porę. Bezcenna marmurowa szkatułka została odczyszczona, zabezpieczona, dziś jest zadbana i zaopiekowana – jest chroniona. W promieniu 50 kilometrów od Agry nie dymi żaden komin żadnej fabryki, i dzięki przepisom chroniącym Taj Mahal dymić nie będzie.

Nowa rodzina ;-)))), fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019, Agra

Miejsce to dokonuje niemożliwego – 400 lat od powstania nadal wzrusza i zachwyca. Przypomina o pamiętaniu, jednoczy świat w odczuwaniu miłości i bólu, po stracie. Tak, jednak najlepiej ujął to Tagore: Taj Mahal „jest łzą zastygłą na policzku wieczności”.

Nad kopułami pobłyskują błękitem i złotem piórka zimorodka. To znak, że pora stąd odfrunąć, że przed nami dalsza indyjska dal… Dziś zdałam sobie sprawę z tego, ile jeszcze zobaczymy niezwykłych nagrobków, cmentarzy i ceremonii pogrzebowych. Grobowiec Ghandiego, Humajuna, Nizamuddina, varanaskie stosy nad Gangesem, porzucone niedbale muzułmańskie nagrobki w pustynnym Jaisalmerze, Jaswant Tadha – cenotafy Maharadżów w Jothpurze… Będzie o tym wszystkim, mamy czas, królestwa wieczności maja jedną cechę, są wieczne…

Kradnę duszę…, fot. Paweł Kubisztal, styczeń 2019

2 thoughts on “Najpiękniejszy grób świata – indyjski Taj Mahal”

  1. Obrazy i opisy zupełnie nieziemskie! Fajnie, że na blogu dzielicie się swoimi wrażeniami z podróży. Miło się czyta i ogląda.

Skomentuj NoszkaPon Cancel Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.