Kto był grzeczny? Komu oczy rozbłysły w grudniowy poranek, kogo odwiedził święty Mikołaj? Bo jak odwiedził, to wiecie, długo jechał, leciał, płynął. Bo nie w żadnej Laponii, ani w innej lodowej krainie mieszka, tylko w słonecznej, południowowłoskiej Apulii. I nie jest krasnalem z koncernu z czerwonym pasem i czapką z pomponem, tylko biskupem, może nawet z brodą myśliciela, łączącym kościoły Wschodu i Zachodu. Człowiekiem o gołębim sercu, wrażliwości na nędzę, niesprawiedliwość i nieszczęście drugiego człowieka. Świętym, którego paradoksalnie data śmierci stała się dla wielu jedną z najprzyjemniejszych rocznic w roku. To chyba jedyny człowiek na ziemi, którego legenda zamieniona została w największe ogólnoświatowe święto komercji. Siedemnaście wieków, które dzieli nas od momentu, w którym biskup z tureckiej Miry znany jako święty Mikołaj wrzucił potajemnie do domu ubogich panien trzy worki złota, spowodowało, że postać obrosła tyloma mitami, legendami, opowieściami, że prawdziwą historię, dziś trudno wydobyć spod tysiąca postaci z kreskówek, bajek, sklepowych krasnali, domowych dziadków z białą brodą i w czerwonym ubraniu.

A w południowowłoskim Bari historię prawdziwego świętego Mikołaja znają wszyscy. Bo w Bari – portowym, dużym mieście nad Adriatykiem we włoskiej Apulii – święty Mikołaj to obywatel nr jeden! Tu świętuje się dwie daty z nim związane i 6 grudnia i jeszcze uroczyściej 8 maja. Święty Mikołaj jest nie tylko patronem miasta. Jest przede wszystkim, a właściwie jego grób, jest celem pielgrzymek wyznawców dwóch odłamów jednej z największych religii świata – chrześcijan Wschodu i Zachodu. Święty Mikołaj to przyczyna, powód i główny bohater największego święta, które rokrocznie odbywa się w Bari 8 maja i jednocześnie źródło niewyjaśnionej do dziś, mistycznej tajemnicy płynnej manny, którą od ponad tysiąca lat święty obdarza cierpiących, potrzebujących pielgrzymów.

Czym jest Bari, dlaczego w Bari, co to za manna i skąd tu święty Mikołaj? Jeden kościół dwie religie, dołóżmy do tego Normanów i króla Sycylii. A 8 maja zamiast grudniowej nocy? Wszystko wydaje się być gmatwaniną porównywalną jedynie z labiryntem wąskich, chaotycznych uliczek barijskiego Civita Vecchia. No i ten Mikołaj, biskup z gorącego południa z trzema kulami zamiast lapońskiego zaprzęgu z siódemką reniferów i czarnym pasie na opasłym brzuchu… Zacznijmy od początku. Z portu lotniczego im. Karola Wojtyły w Bari (tak, tak!) do centrum miasta wiózł nas autobus. Stare Miasto owiane mroczną legendą nożowników o niepochamowanym temperamencie południa i łobuzów spod ciemnej gwiazdy powitało nas słońcem, gwarem rozbudzonego życia, zapachem przygotowywanych obiadów i świeżością wywieszonego na każdym metrze kwadratowym falującego prania. Zaskoczeni widokiem kobiet rolujących w dłoniach makaronowe cudeńka, wylegającym przez pootwierane na oścież drzwi domów życiem, nieco skrępowani zaciekawionymi spojrzeniami (to jeszcze nie sezon) tubylców odważnie ruszamy w zapowiadaną awanturę. Nic z tego. W ukrytych ciągle za zakrętem podwórkach – cisza, spokój, od czasu do czasu rozdarte gardłowe włoskie „volare” (poważnie) to na razie wszystko, więc uśmiechamy się i my. Nie żałujemy, bo w zamian otrzymujemy setki uśmiechów, pozdrowień od autentycznego, ciągle wymykającego się karbom unijnych przepisów życia, sklepikarzy, handlarzy ryb i owoców morza. Skąd ta ponura sława? Może dowiemy się wieczorem…



Póki co zmierzamy w stronę najsłynniejszej tutejszej XII-wiecznej Basilica di San Nicole, położonej tuż nad brzegiem błękitnej morskiej toni – wszak Sanda Necole va per mare – Święty Mikołaj morzem przybywa. Jak to się stało, że to właśnie Bari posiada cenne relikwie biskupa z tureckiej Miry? Mikołaj urodzony około 276 roku w tureckiej Patarze w zamożnej rodzinie żarliwych chrześcijan, już jako dziecko postanowił swoje życie ofiarować Bogu, służąc ubogim, potrzebującym, starszym. I już wtedy dał się poznać jako niezwykle wrażliwy na ludzkie potrzeby i krzywdy dobry człowiek. Owiane legendami są jego nocne wyprawy z podarunkami do najbiedniejszych nie tylko w Turcji ale i w Palestynie czy Egipcie, do których wędrował naśladując Chrystusa. Odziedziczony po rodzicach majątek też rozdał – ubogim w rodzinnej Patarze.

Nie inaczej działo się gdy został biskupem w tureckiej Mirze. Najsłynniejszą opowieścią związaną z postacią świętego Mikołaja jest ta, o trzech workach złota podrzuconych do domu trzech panien na wydaniu, których ojciec popadłwszy w tarapaty finansowe nie był w stanie zapewnić wymaganego przy zamążpójściu posagu i był zmuszony wprowadzić dziewczęta na drogę nierządu. Mikołaj ofiarując potajemnie worki złota, uratował dziewczęta od hańby. Inną słynną legendą jest ta, o wskrzeszeniu trzech chłopców zamordowanych przez oberżystę; o uratowaniu marynarzy w czasie wielkiego sztormu… Mikołaj zmarł w Mirze 6 grudnia około 342 roku. Ciało jego złożono w sarkofagu, który do XI wieku był celem pielgrzymek całego chrześcijańskiego świata. Święty patronuje bowiem sporemu gronu , bo na jego pomoc liczą kupcy, marynarze, młynarze, cukiernicy, notariusze, rybacy, flisacy, wszelkiej maści podróżnicy, panny, starcy i co nie jest bez znaczenia, właśnie dzieci. Opieki szukają u tureckiego biskupa także jeńcy i więźniowie.
Ślady legend związanych z jego osobą możemy znaleźć nie tylko w tradycji obdarowywania się prezentami w dniu rocznicy śmierci biskupa – 6 grudnia. Także w ikonografii z udziałem świętego Mikołaja. Najczęściej przedstawiany jest jako biskup w purpurowych lub złotych szatach z Ewangelią, na której widnieją trzy złote kule – na znak trzech mieszków złota. Czasem jako biskup wrzucający złote jabłka przez okna domu, czasem w towarzystwie trzech chłopców. Świat ikonografii prawosławnej przedstawia Mikołaja w stroju biskupim rytu greckiego.

8 maja roku 1078, pod pozorem zagrożenia zbeszczeszczeniem relikwii przez podbijających Mirę muzułmanów, włoscy kupcy i piraci wykradli relikwie świętego biskupa i drogą morską przetransportowali je do Bari, gdzie 29 września 1089 roku papież Urban II, uroczyście poświęcił jego grobowiec w bazylice wystawionej ku jego czci. W tym samym jeszcze roku w Bari odbył się synod biskupi, będący próbą scalenia kościoła prawosławnego i kościoła rzymskiego. Synodowi przewodniczył papież Urban II. Od momentu przewiezienia ciała biskupa Mikołaja do Bari, kult świętego rozprzestrzeniał się coraz dalej, stawiając miasto pośród zaszczytnego grona najważniejszych miejsc pielgrzymkowych średniowiecznej Europy.
U grobu Mikołaja dokonywały się liczne cuda. Jedną z największych zagadek jest słynna cudowna manna – substancja o perłowym kolorze i pięknej woni wydobywająca się nieustannie z sarkofagu świętego. O owym płynie wspominano już w V w. – miał się on wydostawać ze szczątków świętego już w tureckiej Mirze. Słynna lecznicza manna jest co roku pobierana z sarkofagu w rocznicę przybycia ciała biskupa Mikołaja do Bari, czyli 8 maja. Jest to dzień wielkiego święta, w którym uczestniczy nie tylko cała Apulia ale i wielu pielgrzymów z całego świata. Pięknie ubrany żaglowiec wpływa do barijskiego portu z dwumetrową figurą świętego na pokładzie, wiezioną następnie odświętnie przystrojonym wozem w uroczystym orszaku przez ulice Bari do bazyliki dominikanów – gospodarzy tego miejsca. W tym właśnie dniu każdy pielgrzym ma niepowtarzalną okazję otrzymania fiolki z kroplą manny o cudownych, leczniczych właściwościach.


Do dziś w Muzeum poświęconym historii Bari i świętego Mikołaja, znajdującym się obok bazyliki zobaczyć można oprócz diademu średniowiecznego władcy, gromadzone od XVI wieku karafki z resztkami perłowej manny. Trudno mieć obojętny stosunek do tych bezcennych dla chrześcijańskiego świata ozdobnych butelek i buteleczek, na ściankach których wyraźnie widnieją ślady zaschniętego perłowego płynu z kości Mikołaja. Chyba popadamy w dewocję, ale nawet jest nam z tym przyjemnie.
Bazylika świętego Mikołaja jest wyjątkowa z kilku względów – w podziemiach gdzie znajduje się sarkofag są dwie kaplice – prawosławna i katolicka, wybudowane tuż obok siebie. Ramię w ramię, modlą się tu do jednego świętego wyznawcy dwóch odłamów jednej religii. To piękne spotkanie dwóch kultur, dwóch tradycji w osobie jednego Boga i jednego świętego. To miejsce emanuje wyjątkową energią, atmosferą pokoju, pojednania i wszystkiego, co niesie ze sobą postać tego dobrego, świętego biskupa. Osobliwością kaplicy jest słup, przy którym wedle tradycji biczowany był Jezus oraz piękna średniowieczna ikona z wizerunkiem Mikołaja w szacie wykutej ze srebra.

Wnętrze górnej bazyliki to monumentalne dzieło architektury gotycko-normańskiej z halowym sufitem pokrytym mozaiką. Ciekawostką jest polski akcent – za ołtarzem bazyliki umieszczony został sarkofag słynnej Włoszki polskiej królowej – żony Zygmunta Starego – Bony z rodu Sforzów, do którego należało w XV wówczas księstwo Bari. Ten renesansowy sarkofag ozdabiają figury świętych – polskiego świętego Stanisława i patrona bazyliki – świętego Mikołaja. Nad sarkofagiem do początku XX wieku widniały freski przedstawiające postacie polskich świętych i królów m. in.: św. Kazimierza Królewicza, św. Jadwigi Śląskiej, św. Stanisława Kostki i św. Ludwika Gonzagi, a także Anny Jagiellonki, Zygmunta III Wazy. O ich losie przesądził ich renesansowy charakter – nie pasujące do romańskiego wnętrza świątyni, zostały zniszczone w pierwszej połowie XX wieku.

Pogoda ducha, radość i dobro w jakie niebiosa wyposażyły świętego Mikołaja unoszą się nad Bari (być może unoszą się w nas), gdzie ci nożownicy?… Czy oprócz tego wyjątkowego miejsca to miasto jeszcze czymś może nas obdarzyć? Jego długa i niezwykła historia – najpierw osady zwanej Barium, która od VI do X wieku była najpotężniejszym portem południowo-wschodnich Włoszech, podbitej przez Normanów, którzy zbudowali tu potężną twierdzę przebudowaną i wzmocnioną przez króla Sycylii Fryderyka II, widoczna jest i potężnych murach Fortino o nieco renesansowej bryle i w murach pięknej XII-wiecznej gotycko-normańskiej katedry św. Sabina – pierwszego patrona Bari, której, której sławę i znaczenie odebrała bazylika świętego Mikołaja. Mówią o niej także zaułki i słynne podwórka Civita Vecchia, które być może złą sławę zawdzięczały powojennej biedzie i zaniedbaniu, trwającym uporczywie i ciągle jeszcze widocznym. Dziś spokojne, wręcz uśpione późną nocną godziną, migające blaskiem wiecznych lampek z niezliczonych ołtarzyków maryjnych, mikołajowych, malowniczo odrapane, staje się niezwykle pociągające, tajemnicze i wręcz egzotyczne.


Do Bari nie można przyjechać tylko na chwilę. Do bazyliki wraca się kilkakrotnie, a zarówno nowoczesne, dynamiczne miasto, jak i to stare z labiryntem uliczek z wypakowanymi do niemożliwości skuterami i zapachem świeżej ryby z gwarem ulicznym cichnącym w okolicach świątyni przyciąga jak magnes. Nie wracamy jednak z pustymi rękami, z pustymi duszami. Czy to zasługa świętego Mikołaja, czy cudownej manny, czy otwartych na oścież włoskich domów, buchających parą garnków z aromatycznym spaghetti, że wyjeżdża się stąd z sercem, duszą i umysłem otwartym na człowieka To zapewne dar, który święty Mikołaj fundował i funduje wszystkim przybywającym do niezwykłego Bari nie tylko w grudniowy poranek. Dostaliśmy, przekazujemy, bierzcie – niech nam się i głowa otwiera na człowieka i na zwierzęta, szanujmy się i kochajmy, obdarowujmy dobrem i niech to nie będą tylko zakupy i nie tylko w ten uroczy grudniowy poranek.
