Słodka małmazja – grecka Monemwazja

  Wsiąść do pociągu byle jakiego, śpiewają mi tu u sąsiadki, głośno, za głośno żeby dalej spać… A jakby tak rzeczywiście? I do pociągu i do autobusu i przed siebie? Była taka przygoda podczas jednej greckiej wyprawy… Wszystko zaczęło się  od pocztówki, na której wąskie, kręte uliczki, wciśnięte pomiędzy niewielkie domki z kamienia i strome zbocze kawałka Peloponezu, ukwiecone bugenwilią, rozświetlone słońcem, zapraszające otwartymi okiennicami kusiły, zapraszały, żeby je odkryć. Nazwa  Monemwazja – coś pomiędzy małmazją, a amnezją zapowiadała niezapomniane wrażenia tonące w słodyczy i zapomnieniu. Gdzie to jest? Jak się tam dostać? Czym jest owa peloponeska Monemwazja, małmazja słodka amnezja?

Monemwazja, lipiec 2008, fot. NoszkaPon

Bizantyjska, niby opuszczona, wymarła, a nieustająco piękna, tajemnicza. Stoimy z Tymem na dworcu autobusowym w Sparcie, początkowo z zamiarem oddania się w posiadanie urokom pobliskiej Mistry lecz nagle pochłonięci słodyczą Monemwazji chyba zmienimy decyzję… Podnoszę wzrok – na tablicy odjazdów, które miały wyświetlić najbliższy autobus do Mistry wyświetla się w niewyjaśniony sposób słodki pomarańczowy napis Monemwazja – 11.30, patrzę na zegarek – to już! Wsiadamy.

Kręta, opustoszała droga tonąca w nieskończonej ilości gajów oliwnych, szczęśliwie nietkniętych dramatem pożarów sprzed lat nie męczy. Kilka niewyjaśnionych choć będących grecką tradycją przystanków spowodowanych koleżeńskim spotkaniem kierowców na wąziutkiej drodze, przyjacielskie powitania z domów okolicznych wiosek nie przeszkadzają nam przybyć na miejsce i na czas. Przed nami wielka skała, stromo opadająca w morze, niegdyś najważniejszy port bizantyjskigo Peloponezu, najważniejsze miasto bizantyjskiej Grecji, Gibraltar Wschodu, miasto 800 domów 40 kościołów, zamieszkałe przez 60 tysięcy ludzi  – dziś wymarła, kamienna, a  ciągle przepiękna Monemwazja. ojczyzna słodkiej małmazji, synonim bogactwa, dobrobytu, brzmi jak ostrzeżenie? Hm…

Od strony lądu widać tylko niedostępną szarobrązową 300-metrową skałę, która w IV w. wyniku potężnego trzęsienia ziemi oderwała się od stałego lądu. Miasto ukryte jest na południowym zboczu od strony morza więc w pełnej krasie ukazuje się jedynie żeglarzom. znakomicie zatem byłoby zobaczyć ją kiedyś z tej własnie perspektywy, kto wie…

Perspektywa żeglarska jest kusząca, fot. NoszkaPon 2008

Z lądem łączy górę tylko wąska pępowina grobli zbudowanej w VI w, czasach Biznacjum, stąd pewnie nazwa moni emvasis – „jedyne wejście”. A może stąd, że do miasta, które powstało w 583 roku prowadzi tylko jedna brama, tylko „jedno wejście”? Można do niego podejść pieszo lub podjechać niewielkim busem ale kryje się przed nadciągającymi od strony lądu, aż do samego końca podróży, aż do przejścia przez bramę. Wtedy zagarnia nas dla siebie całkowicie. Przepiękne, kamienne, zastygłe w czasie, niewielkie, ciche, podzielone na dwie części – Górne i Dolne Miasto.

Grobla prowadząca do skały, monemwazja 2008, fot. NoszkaPon

Górne zamieszkiwała tutejsza arystokracja. nie zostało w nim zbyt wiele sladów tamtej przeszłości. W całej Monemwazji ocalało kilka kościołów, tureckie łaźnie, cysterny, fragmenty fortyfikacji i cytadeli, budymnki należące niegdyś do duchowieństwa. Dolne Miasto należało do warsztatów, sklepików, zaplecza dministracyjnego i kupieckiego i tak w zasadzie jest do dziś, Choć dziś mieszka tu zaledwie kilka rodzin prowadzących ekskluzywne pensjonaty w starych, pamiętających wiele, średnowiecznych domach, odrestaurowanych ściśle według konserwatorskich i archeologicznych zaleceń.

Dolne Miasto, monemwazja, fot. NoszkaPon, 2008

Można się snuć bezkarnie, bez zaczepiania, bez wścibskiego spojrzenia, pozwolić czasowi sączyć się, przyjemności pęcznieć od piękna, atmosfery i specyficznej aury tego zagubionego w czasie i przestrzeni miejsca. Miasto służyło za schronienie ludom południowej Grecji, uciekającymi przed Saracenami i Słowianami napływającymi coraz liczniej z północy. Od X wieku przez 700 lat Monemwazja pełniła rolę jednego z najważniejszych przystanków morskich w drodze między Konstantynopolem, a Zachodem. O sukcesie handlowym, zwłaszcza Górnego Miasta zadecydowało położenie na trasie ważnych szlaków morskich i własna flota, dzięki którym miasto rozwijało się i szybko bogaciło. Korsarze łupili statki, a miastem płynęła rzeka słynnego po dziś dzień słodkiego trunku zwanego Małmazją. Smak i jakość tego wina dotarły nawet do zamglonego deszczami Londynu rozsłoneczniając życie wizjonera teatru, zachwyconego małmazją samego Szekspira. Czy słodkie małamazyje z kolędy to też echo sławy tego smaku? W XV wieku miasto zostało sprzedane papieżowi, a potem wielokrotnie zmieniało właścicieli i władców, którymi na przemiennie byli Wenecjanie i Turcy. Włosko-turecką katolicko-islamską dominację potwierdzają dwie budowle na głównym placu Dolnego Miasta, Platia Tzamiou, katedra i meczet.

Katedra Chrystusa w Okowach, 2008, Monemwazja, fot. NoszkaPon

Blisko 200. lat tureckiej okupacji jest ciągle w Grecji bolesnym tematem, żywą raną, przejawiająca się w odrzucaniu wszelkiej pomocy i ciągle napiętych stosunkach między tymi krajami. Tak to już jest między sąsiadami, zwłaszcza tymi, z których jeden jest szczególnie żarłoczny, a w tym duecie taką jest Turcja. Kres świetności Monemwazji położyła właśnie okupacja turecka. XVI-wieczna, odcięta od świata  zubożała. W XVIII wieku była tak nędzna, że jej tureccy mieszkańcy żywili się ponoć trawą i współcierpiącymi głód szczurami. Miasto poddało się w 1893 roku naporowi greckich powstańców, którzy na wzór mściwych Erynii wyprawili miastu krwawą rzeź zemsty, zwracając Grecji ociekające krwią szczątki świetności. Na nic jednak zdała się krwawa ofiara złożona bogom. Miasto nie podniosło się z upadku. Na ostateczne zapomnienie i opustoszenie skazały je niesforne demony historii. W 1893 roku otwarty został Kanał Koryncki, który zmienił, na zawsze mapę szlaków handlowych, odbierając Monemwazji i tak już niemal utracone znaczenie handlowe i strategiczne. Miasto zaczęło się wyludniać i popadać w ruinę.

Widok z Górnego Miasta na Dolne, 2008, fot. NoszkaPon

Historia była łaskawsza dla mniej zamożnego Dolnego Miasta i to ono do dziś zachwyca urodą i atmosferą. Otoczone z trzech stron średniowiecznym murem o długości 900 metrów i grubości miejscami do 30 metrów z czwartej strony chronione było naturalną ścianą 300 – metrowej skały, na której już w VI w. wyrosło Miasto Górne. Oba miasta łączyły schody, istniejące po dziś dzień. Plątaniną wąskich uliczek trafiamy na dolnomiejski Platia Tzamiou. XIII-wieczna katedra nosi wezwanie Chrystusa w Okowach i była i do dziś jest największą świątynia w mieście. Agios Petros z kolei – turecki meczet pełnił zaskakujące funkcje – w XVI wieku był świątynią i chrześcijańską i islamską jednocześnie, a także więzieniem i kafejką. To, co zniszczyli Turcy w XVII wieku, odbudowali Wenecjanie.  Gdzie indziej mogłoby obecnie działać Muzeum Archeologiczne?

To jednak nie wszystkie ślady, które opowiadają historię miasta 40 kościołów. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje Panagía Chrisafítissa – kościół wybudowany przez Wenecjan w XVII wieku, po odbiciu miasta z rąk Turków. Obok świątyni bije jedyne w Monemwzji źródło wody, o którym miejscowi mówią, że ma cudowne właściwości i pomaga bezpłodnym kobietom począć dziecko, a szczególnie syna.

Zaułki Monemwazji, fot. NoszkaPon, 2008

Miasto Górne wygląda jak przestroga. Niewiele pozostało po mieście bogaczy i monemwaskiej arystokracji. Poza murami fortyfikacji ta część jest niemal kompletnie zrujnowana, a na pewno kompletnie opuszczona, choć niegdyś Górne miasto było liczniejsze niż dolne.

Opuszczone, zrujnowane Góren Miasto, fot. NoszkaPon, 2008

Ci, którzy tu dotrą, a docierają Ci, co wiedzą po co, mają zagwarantowany absolutnie olśniewający widok na Dolne Miasto, niemal zszyte z morzem. Na dole i na górze zachowały się resztki potężnych fortyfikacji, a na górze arcydzieło bizantyjskiej architektury – zawieszona nad morskim urwiskiem świątynią Agia Sofia. Górne Miasto posiadało zamek, wspaniałe pałace i wspomnianą XII – wieczną świątynię, zamienioną przez Turków w meczet. I to wszystko. Reszta, obrócona w perzynę ruin, potrzebuje wysiłku wyobraźni, aby  z gruzów, porozrzucanych głazów i zamkowych szczątków podnieść kształt, rozmach i charakter miasta.

Agia Sofia, XII-wieczny bizantysjki cud architektury, fot. NoszkaPon, 2008
Górne Miasto, 2008, fot. NoszkaPon

Monemwazja jest od 1911 roku niemal opustoszała. Jak ją odwiedzaliśmy, mieszkało w niej 10 rodzin. W czasach pandemicznych, pewnie przegląda się w pękniętym lustrze niełaskawej historii i trudnego losu, nieszczęsna, znowu samotna. A może szczęśliwa? Wszak wciąż piękna, pełna wdzięku, tajemnicza, zachwycająca aurą turystów, takich co to lubią odkrywać, czasem zdobywać, co miękko stąpają po jej zmęczonych dziejami stopniach. Taki wyśniony kawałek świata z pocztówki, na której wąskie, kręte uliczki, wciśnięte pomiędzy niewielkie domki z kamienia i strome zbocze kawałka Peloponezu, ukwiecone bugenwilią, rozświetlone słońcem, zaprasza otwartymi okiennicami kusi, żeby je odkryć. Monemwazja – coś pomiędzy małmazją, a słodką amnezją….  Gdzie to jest? Jak się tam znowu dostać?…

Dziś w pandemii pewnie wygląda to podobnie, wtedy było to jeszce za wczesnie na kileiszek wina ;-). 2008, fot. NoszkaPon