Bedzie krótko, bo nie mieszczą się w słowach
te góry.
W moich się nie mieszczą, ale innym się udało, to będę dziś cudzymi słowami.
Adam Ziemianin napisał kiedyś wiersz, potem zaśpiewał go zespół, który wszyscy prawie znają. I choć nie przepadam za ich Stachurą, to ta jedna, nie Stachury nie wychodzi mi z głowy od lat, a po ostatniej wizycie, towarzyszy mi całe dnie…

Czy można zastać te góry bez cżłowieka?

Można.

Są zachwycające, mają w sobie antonim – są morzem gór.

Mają pustynnie rozgwieżdżone niebo z korpusem Drogi Mlecznej
Świszczące trawy, przemykające lisy i niezmierzoną przestrzeń wolności.
Opowieści mają, słyszałam jednego wieczoru w drodze na Tarnicę, od jednego takiego ulotnego, jednoskrzydłego…

Anioły są wiecznie ulotne
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Nas też czasami nosi
Po ich anielskich śladach
One nam przyzwalają
I skrzydłem wskazują drogę
I wtedy w nas się zapala
Wieczny bieszczadzki ogień

Chyba jednego takiego ulotnego złapałam niechcący do plecaka. Trzepocze się biedak każdego wieczoru,
tęskni?
Ja, tęsknię …

cdn…
ps. oglądanie w przy tych dźwiękach jednak…:
