Dzisiaj w Betlejem! – Palestyna

Betlejem, Palestyna. Przecięta murem, poćwiartowana zasiekami, okradana budową osiedli osadniczych, rozdarta Hamasem i Fatahem, zasłonięta przed światem polityką mocarnego i żarłocznego izraelskiego sąsiada. Daleko tu do pokoju, miłości, tolerancji, braterstwa, współczucia, miłosierdzia. Gołąb pokoju nosi tu kuloodporną kamizelkę podarowaną przez Bankseygo. 8-metrowe mury zakończone zasiekami, budowane są nieustannie przez Izrael i oddzielają Palestynę od reszty świata zapomnieniem, marginalizacją. Wiecie, że Betlejem jest właśnie tam? W tym niewielkim państewku na Bliskim Wschodzie, w którym ludzie, chcą żyć normalnie, kochać, smucić się, zazdrościć, dzielić się, współczuć, może nawet nienawidzić, żeby potem przebaczyć? Ale nie mogą, bo od dawna trwa tu wojna i ta oficjalna i ta ukryta… To tu narodził się Jezus Chrystus – Nazarejczyk, Orędownik Pokoju i miłości bliźniego, Odkupiciel Ludzkości, dla jednych Prorok, dla innych Bóg, dla trzecich Mistyk, dla czwartych po prostu atrakcja turystyczna. Co się stało tej ziemi, że tak bardzo cierpi? Jak mogła wydać na świat człowieka, tak miłującego drugiego człowieka , podczas gdy ludzie – sąsiedzi tak bardzo się tu nienawidzą?

Gołąb niepokoju Banksy`ego, Betlejem, for. Paweł Kubisztal, 2014

Nie miał tu Chrystus łatwo od samego początku.  Rodzice w tułaczce zdążający na spis ludności do Betlejem, zmierzają do „miasta Dawidowego”  mając świadomość, że prawdopodobnie ich dziecko urodzi się gdzieś w drodze. Znajdują się pod okupacją rzymską, znają więc smak niepokoju i niewoli. Kobieta rodzi w grocie, bo dookoła wszystkie godniejsze miejsca są pozajmowane, a gdy już urodzi, to ścigać ją będzie nienawiść rzymskiego Namiestnika, a rodzinę czeka los emigrantów, który zaprowadzi ich do obcego, choć sąsiedzkiego Egiptu. Ta historia wyrasta z konfliktów, okupacji i ucieczki przed przemocą i prześladowaniem. Może w tych trudnych początkach tkwi źródło tej trudnej rzeczywistości?… Choć niełatwo zrozumieć, że okupują kiedyś okupowani – wszak znają smak niewoli, że ścigają ścigani – wszak znają smak obławy, że prześladują prześladowani, wszak znają, jak nikt inny, smak strachu i widmo śmierci, Czerpią z tego doświadczenia w najgorszy z możliwych sposób, nie zamykając kręgu najpotworniejszych uczynków ludzkości.

Mur izraelski, fot. NoszkaPon, 2015

Betlejem, skąd w świat rokrocznie wędruje Światełko Pokoju wydaje się być jakimś „gdzieś” z legendy i lukrowanego obrazka ze stajenką pokrytą śniegiem, z owieczkami i osiołkiem nad żłóbkiem z sianem i granatem nieba pełnym gwiazd. Betlejem nie jest lukrowanym obrazkiem. Żeby móc dotknąć metalowej gwiazdy z 1717 roku w posadzce Bazyliki Narodzenia Pańskiego – miejsca narodzin Światła Pokoju, Światłości Świata, żeby móc wejść do groty w krypcie Bazyliki, żeby dotrzeć na plac Narodzenia Pańskiego (Nativity Square), trzeba przedrzeć się przez granicę. Tę dosłowną z zasiekami check- pointami, podejrzliwymi spojrzeniami izraelskich żołnierzy, bramkami, lufami karabinów i przez mur nienawiści – wzajemnej. Po drodze lukrowany obrazek rozpuszcza się, śnieg z dachu stajenki topnieje, gwiazdy zasłania pył pustynnej drogi, granat nieba zamienia się w granat gotowy do rzucenia we wrogi tłum. Samo miejsce – Bazylika wygląda jak twierdza – trudna do zdobycia, potężna budowla z wejściem jak ucho igielne – święte miejsce niegdyś było w ten sposób chronione, aby nie przedostał się tu żaden niewierny, choć dla świata z zewnątrz to dziś, to właściwie jest centrum niewiernych. Splątane są drogi do Betlejem. Można tu przyjechać omijając check- point. Spod Bramy Damasceńskiej w Jerozolimie, jeździ autobus, który dłuższą drogą dociera do Betlejem, omijając karabiny i podejrzliwe spojrzenia, choć nie omija murów i zasieków. Do placu prowadzi Star Street – ulica Gwiazdy. Jak może być inaczej? Do miejsca narodzenia prowadzi przybyszów gwiazda.

Gwiazdę widzimy, fot. Paweł Kubisztal, 2014

Bazylikę z Grotą Narodzenia, która w 2012 roku została w trybie nadzwyczajnym wpisana na Listę UNESCO, wybudowano w 326 roku z polecenia matki cesarza Konstantyna Wielkiego – Heleny. Grota Narodzenia znajduje się w krypcie pod ołtarzem, prowadzą do niej schodki. Przy odrobinie szczęścia, nie trzeba stać w długiej kolejce, aby ją odwiedzić i dotknąć czternastoramiennej gwiazdy w miejscu, gdzie jak głosi Biblia, ale i dokumenty historyczne, narodził się Jezus. Bazyliką opiekują się mnisi greccy i ormiańscy, którzy co rusz odprawiają wszelkiej maści nabożeństwa, czasowo uniemożliwiając wstęp do świątyni, stąd ta kolejka. W niewielkiej grocie znajdują się dwa ołtarze – jeden prawosławny, jeden katolicki. Do Bazyliki przytulony jest franciszkański kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Sama grota pozbawiona jest światła. Panuje tu, podobne jak w jerozolimskiej Bazylice Grobu, Staus Quo. Palą się tu 53 lampy. 19 z nich jest rzymskokatolickich, podobnie jak kolejne cztery lampy palące się dzień i noc przy srebrnej gwieździe. Wizyta w tym miejscu jest przeżyciem, dotknięciem tajemnicy.

Ucho igielne, nieomal…, fot. Paweł Kubisztal, 2014
To tu…fot. Paweł Kubisztal 2014
Wnętrze Bazyliki, fot. Paweł Kubisztal, 2014
Czekamy na otwarcie groty, fot. Paweł Kubisztal 2014

 Bazylice Narodzenia zagląda w oczy po sąsiedzku, a właściwie z naprzeciwka meczet. Dobrze jest dla równowagi po wizycie w Bazylice Narodzenia zaglądnąć tam, a jeszcze lepiej odwiedzić Centrum Kultury Palestyńskiej, w dużym pawilonie obok, gdzie można dowiedzieć się o historii państwa palestyńskiego, o konflikcie z Izraelem o zagrożeniach płynących z tego konfliktu dla państwa Palestyńczyków, zakupić drobiazgi wspierające tutejszych wytwórców i mieszkańców. Jest w Betlejem oprócz Groty Narodzenie parę innych miejsc kultu i jest zwykłe życie – ludzie rodzą się umierają, handlują – wydawałoby się głównie chrześcijańskimi dewocjonaliami – Jezuskami w dowolnym rozmiarze, różańcami w setach po 10 za dolara, wykonanymi z drzewa oliwnego i tysiącami innych zaspokajających nawet najbardziej wyrafinowane gusta pielgrzymie. W drodze do kolejnego pielgrzymkowego punktu – Mlecznej Groty ilość takich sklepików zagęszcza się. To turystyczny szlak, na którym sprawne oko sprzedawcy wychwytuje niemal bezbłędnie pochodzenie przybysza. Naszych rodaków jest tu naprawdę wielu, skoro z jednego ze sklepików słychać kolędę w wykonaniu Golców. W maju. Tak więc w Betlejem czujemy się jak, Ci co przybieżeli. Na tym trakcie mamy ulubiony sklepik, a raczej ulubionego właściciela sklepiku z wyrobami z drzewa oliwnego. Przy każdej wizycie wpadamy tu, wymieniamy życzliwe powitania i słuchamy wiadomości, najczęściej niewesołych, wpadamy na dach sklepiku, sprawdzić ile przybyło izraelskich osadników – stąd znakomicie widać rosnące jak grzyby po deszczu nielegalne izraelskie osiedla wkraczające na tereny palestyńskie, widać rosnący mur. Jest to widok przygnebiający i sprowadza na ziemię wszelkie entuzjazmy związane z wizytą przy Gwieździe, w sklepikach… Kupujemy od znajomego drobiazgi, bo to najlepsza dla niego pomoc i ruszamy do Samiego na herbatę.

Znajomy warsztacik, fot. Paweł Kubisztal 2014
Widoki z dachu sklepiku 2014, fot. Paweł Kubisztal
Betlejemska ulica, fot. NoszkaPon 2015
Każdemu jego Jezusek…, fot. NoszkaPon 2014
Wieża Bazyliki widoczna jest z daleka, fot. NoiszkaPon 2014

Ech ta herbata… Pierwszy raz gdy odwiedzaliśmy Betlejem, byliśmy jednymi z bardzo nielicznych błąkających się po mieście turystów niezorganizowanych w jednokolorowe czapeczki, chusty, parasolki czy inne. Usiedliśmy więc po wizytach we wszystkich ważnych i ciekawych miejscach przy fontannie w kształcie gwiazdy. Zostaliśmy zauważeni zaraz… Uśmiechnięty od ucha do ucha mężczyzna z wąsem, zaprasza nas na najlepszą, jak twierdzi, na świecie herbatę. Do niego. Osłupieliśmy ze zdumienia. Co? Jak to?! No nie! Nie oszaleliśmy jeszcze do tego stopnia… Jakiś „dziwny” facet tu, w tym świecie niepewności, zaprasza nas nie wiadomo gdzie, nie wiadomo na co i nie wiadomo co z nami zrobi. Nie idziemy. Ale coś w tym uśmiechu i ciepłej iskierce w oku kusi, coś nam szepcze do duszy, że może ta herbata nie będzie taka zła. Oszaleliśmy, idziemy. W bocznej od Gwiezdnej uliczce, jest budynek, jeden z wielu, parterowy klocek w piaskowym kolorze, a w nim kantorek 2×2 metry. Siedzimy na plastikowych krzesełkach, nieco skonsternowani zastanawiając się kto nas i kiedy tu znajdzie, po tej herbatce, ale coś nas pcha w tym świętym mieście, w może nieświętą przygodę. Herbata się zjawia…

Fontanna w kształcie gwiazdy, tu upolował nas Sami, fot. Paweł Kubisztal 2014
Sami i jego herbatka, fot. Paweł Kubisztal 2014
Warsztatcik Samiego, fot. NoszkaPon 2014
Kolejna wizyta już w większym gronie, fot. Paweł Kubisztal 2015

Ma w sobie całą palestyńską opowieść o pięknie tej ziemi i wszystkie jej smaki, całą słodycz tutejszej ludzkiej życzliwości i wyrazistość tutejszych charakterów – cynamon, mięte, szałwię, limonkę, imbir  z herbatą i niemożliwą ilością cukru. Nektar! Absolutne cudo! Najwspanialszy napój! Podany z nadzieją akceptacji, w jednym, a pewnością tego co się podaje w drugim oku. Sami z Betlejem jest mistrzem herbaty. Nie piliśmy ani przedtem, ani potem, nigdzie indziej czegoś lepszego. W upale i zmęczeniu intensywnością wrażeń, ten łyk całej gamy palestyńskich aromatów, przygotowany w tym małym, zaciemnionym miejscu przez tego jowialnego, wąsatego Palestyńczyka w koszulce w paski, był  najpiękniejszym i najsmaczniejszym podsumowaniem wizyty. Sami mówił prawdę, to jest najlepsza herbata na świecie, pod najbardziej życzliwym adresem na świecie. Wracaliśmy do niego za każdym razem, gdy byliśmy w Betlejem, przyprowadziliśmy do niego Tymka i Kubę, i za każdym razem witaliśmy się z większym wzruszeniem i życzliwością, odnotowując z radością, że Sami przekonał do swojej herbaty także innych i że jego pusta i smutna dotąd kanciapka herbaciana jest pełna ludzi. Na drzwiach kantorka wisi nasze wspólne zdjęcie – podarowaliśmy je Samiemu, a on z duma przypiął je nad drzwiami. Ciekawe, czy jest tam do dziś? Kolejne odwiedziny u  Samiego odwołał nam wirus… Mama nadzieje, ze Sami z powodu pandemii nie stracił swego małego biznesiku. W tamtych stronach własne miejsce, które żyje z turysty, to często jedyna forma przetrwania. Wpadajcie zatem do wąsatego herbaciarza z Betlejem.

Szkoda, że nie możecie tego spróbować…, fot. Paweł Kubisztal 2015

 Za każdym razem wędrujemy też wzdłuż muru, odwiedzając tak zwany sklep Banksy`ego, prowadzony przed ojca i syna – przesympatycznych Palestyńczyków, którzy kiedyś po zamknięciu sklepu obwozili nas po miejscach, w których Banksy zostawił swoje muralowe opowieści. To jedyny sposób – poza rozmowami, w który Palestyńczycy mogą opowiedzieć przybyłym o swoim losie, o izraelskiej okupacji, o tym jak trudno się  tu żyje. Świat przypomina sobie o Palestynie gdy Hamas lub Fatah zmajstrują jakieś bomby w Strefie Gazy i chcą obrzucić nimi Izrael. Palestyńczycy mają dość też tej wojny wewnątrz ich podzielonego kraju. Chcą NORMALNIE  żyć, bez fundamentalizmów, bez podziałów. W pokoju  Izraelem i resztą świata.  Ale nie mogą. Droga wzdłuż muru jest przygnebiająca, ale naprawdę trudno nie uśmiechnąć się czytając inteligentne słowne i rysunkowe zaczepki, komentarze prowokacje, oglądając świetne rysunki, podpisy, uszczypliwości. Słynne „make hummus not walls” stało się już klasyką. Moje ulubione to ten, tuż przy granicy – „Całus na do widzenia – pamiętajcie nic nie trwa wiecznie!”  Uwielbiam Betlejem, lubię Palestynę i Palestyńczyków, z przyjemnością odwiedzam miejsce gdzie narodził się Chrystus, jest w nim cały ból i radość tego co głęboko ludzkie. Zdarzało nam się, gdy się zasiedzieliśmy wracać stąd pieszo do Jerozolimy, trudno w to uwierzyć ale to niecałe 20 kilometrów. Porasta je tyle zła…

Mur od strony palestyńskiej, fot. Paweł Kubisztal, 2014
A muy runą…, fot. Paweł Kubisztal 2015
fot. Paweł Kubisztal 2015
Bethlehem to znaczy „Dom Chleba” ;-), fot. Paweł Kubisztal 2015

Myślę o Betlejem, o Gwieździe, co prowadziła i Trzech Króli i pastuszków. Może to niedawny Jowisz z Saturnem, a może jednak to była kometa? Wypatruje pierwszej gwiazdki. Tym razem na Wigilię przygotowałam hummus, jak sugerował betlejemski mural. Jego smak przenosi mnie do tej groty, do meczetu, do Centrum Kultury Palestyńskiej, do Samiego i jego herbaty i przypomina, że biały gołąb może tu mieć w dziobie gałązkę oliwną i może nie nosić kamizelki. Życzę tego co niesie znaczenie gałązki i Palestyńczykom i Izraelczykom i nam wszystkim nie tylko w Święta!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.